Kategoria artykułu: Wydarzenia
3 lata temu

" Oni temu winni, pocałować się powinni" - pierwsze powojenne wesele na Żuławach. V Dzień Osadnika w Nowym Dworze Gdańskim

Udostępnij:
Polub ndg24:

Taką kartkę mi Józek przysłał " Przyjeżdżaj szybko ! Stacja kolejowa Tiegenhof ( Nowy Dwór )". Trudno tak " szybko", w karcie przesiedleńczej nie wpisali " na osiedlenie", bo ja samotna byłam , tylko " w odwiedziny do rodziny".

Moją" rodziną" miał być Józek, który pojechał do jakiegoś miasteczka nad morzem. Tam podobno można gospodarstwo wybrać, bo wolne po Niemcach stoją. Ludzie powiadają, że tam po " helmutach" to czekają meble, obrusy haftowane, pianina, maszyny gospodarskie i obsiane pola.

Wiozę mu " w posagu "  chleb, słoninę, kaszankę rondelek, łyżki i koc. W ostatniej chwili matula dała lniany woreczek z ziarnem na zasiew wiosenny.

Pięć dni w drodze, ciągły, nieustanny stukot kół....Boże człowiek już taki umęczony.W pociągu powiadają, że to już za parę minut ta miejscowość, a tam ....czeka na mnie Józek. No, wszyscy już wysiedli, ja ostatnia.....trochę sie boję, czy go poznam, czy on pozna mnie? Przecież tak długo nie widzieliśmy się, jak tylko, zaraz na początku, poszedł do " leśnych".

Wreszcie jest.... tak to on, jego ciemne oczy, mocne ręce, lekki zarost, ten sam uśmiech. To Józek.

Panienko Przenajświętsza.....ileż tu ludzi na tej stacji. Każdy jakiś dobytek niesie, jedni w tobołkach, inni na rowerze, albo jeszcze na wózku, czy w walizce.Oni tacy, jak ja - z biedy, z ruin, ze zniszczonej Polski.

Koledzy i żołnierze koło Józka  tak grupkami chodzą , a on ....pyta czy żoną jego zostanę. Bo on już gospodarkę upatrzył, tylko żony mu trzeba, a i ślub, i wesele z miejscowymi załatwił.

Jedziemy strojnym wozem, śpiewają nam żołnierze i koledzy Józka i miejscowi, którzy dobrze nam życzą.

Na jednej z ulic, wśród gruzów i szkieletów wypalonych domów witają nas chlebem i solą - życzą szczęścia i wszelkiego dobrodziejstwa w tym powojennym miasteczku.

Przy urzędzie, przed księdzem ślubujemy sobie - miłość, wierność i wspólne życie.Od tej chwili jestem żoną Józka.Dostajemy " nadział" na gospodarstwo z budynkami i ziemią.

Goście, którzy gromadnie przybyli na nasze wesele śpiewaja przyśpiewki, kapala gra " Tango milonga" Na stołach proste i smaczne jadło - pajda ze skwarkami, cukierki z patelni, wafle przekładane, ciasta i nawet tort weselny.

Wesele z  polska gościnnością i sercem. Będę o nim opowiadać wnukom.

Jestem teraz - PANIĄ NA ŻUŁAWACH.

Autor - J.Bilicka

Udostępnij:
Polub ndg24:
captcha

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy i napisz swoją opinię.